Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2016

2016: Podsumowanie maja, czyli jak nie urok to…


Zdjęcie z górki robione kartoflem.


Najpierw żale.

Bardzo lubię czytać. Wśród moich znajomych jednak nie ma ani jednej osoby, która by czytała. Jedna koleżanka czyta erotyk już drugi rok, inna czytała kiedyś, ale teraz to już nie ma czasu, a inni wcale nie czytają. Sposób w jaki o tym swoim nieczytaniu mówią ociera się o dumę. Zazwyczaj, każdy ktoś jest pierwszy raz u mnie w domu napomina o książkach, bo faktycznie są one w każdym pokoju i rzucają się w oczy. Szybko jednak temat jest zmieniany, bo co kogo jakieś książki obchodzą. Ja ze swojej strony nikogo nie potępiam, nie próbuję „nawrócić” na czytanie, bo uważam, że każdy ma prawo do podejmowania własnych wyborów (nawet jeśli są one tak  niewłaściwe, jak te o nieczytaniu).  Rzadko jednak kiedy jestem gromiona za to, że czytam i ile czytam.

Ostatnio jednak tak było, zostało mi to ostro wypomniane, uznane za szkodzące, zabierające cenny czas, który mogłabym spędzić na… sprzątaniu. Srsly. I zostało mi to wypomniane w bardzo poważnym tonie przez jedną z najbliższych mi osób. Oczywiście, uznałam to za kompletnie idiotyczną uwagę, ale zrodziło też myśl, że w tych wszystkich śmiesznych obrazkach z tmblra o rozpadzie związku ze względu na książki coś jest. Bo jeśli ktoś nie jest w stanie zrozumieć mojej pasji i jej uszanować to czy jest w stanie szanować mnie? I czy warto robić takiej osobie miejsce w swoim życiu? 

Im jestem starsza tym mniej we mnie tolerancji na bullshit, na idiotyzm ludzi, a więcej ochoty na niezależność i spełnianie siebie. Nawet jeśli to spełnianie siebie realizowane jest poprzez czytanie sześciuset stron o srebrnowłosych matkach smoków czy zbieraniu superbohaterskich gadżetów.  Pójdę na kompromis, bo zazwyczaj unikam konfliktów najdłużej jak mogę, ale nie taki, który będzie mnie nie tylko ograniczał, ale i zmieniał w sposób, który amputuje część mojej osobowości. Taka jestem, więc albo bierzesz mnie całą, albo wcale. Ale za to ja zrobię to samo dla Ciebie. 

Koniec żalów, czas na prywatę, podsumowanie miesiąca i book haul.

grób C.S. Lewisa

Kiedy wraz z nieśmiałym i powolnym nadejściem wiosny wizja chorób, które nękały zarówno mnie jak i małą Mimi od jesieni oddaliła się z zadowoleniem snułam plany kolejnych lektur, postów, cyklów, itp. Ha. Ha. Ha. Najpierw spaliła mi się ładowarka do laptopa. Okazało się, że do takich antycznych okazów jak mój (ma dziesięć lat, włączenie go trwa dobre pięć minut, a samo wrzucenie tekstu na bloga około czterdziestu!) ładowarki są, ale drogie i muszą przylecieć z jakiegoś odległego zakątka Ziemi (czyt. Hongkong). A jak już ta ładowarka przyszła i nawet zadziałała to… skończył mi się Internet. Tak, mili państwo, jak Internet mam z limitem, innego mieć niestety nie mogę, a w tym miesiącu przypadkowo żeśmy zużyli wszystko w dziesięć dni. 

Jest jednak i dobra strona tych wszystkich wypadków, bo nie dość, że ćwiczę stoicki spokój to jeszcze sporo poczytałam w międzyczasie. Sporo, jak na tak piękną pogodę, której nam się trafił tydzień, w czasie, której większość czasu spędzałam na dworze z dziecięciem. Za to ostatni tydzień maja był paskudny, zimny, dżdżysty i wietrzny.

Za wybudowaniem tej wieży kryje się bardzo tragiczna historia.


Poczytane:

1)      ‘Z przygód krasnala Hałabały’ Lucyna Krzemieniecka – hit małej Mami
2)      „Radca stanu” Boris Akunin
3)      „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” Leslye Walton
4)      ‘The Perks of Being a Wallflower’ Stephen Chbosky – skusiłam się w bibliotece i było warto!
5)      ‘Daredevil: The Man Without Fear’ Frank Miller - serduszkuje
6)      ‘A Dance With dragons 1: Dreams And Dust’ George RR Martin – strasznie długo mi zabrało przeczytanie pierwszych stu stron. Resztę połknęłam w kilka dni.
7)      ‘Geek Girl. Model Misfit’ Holly Smale
8)      ’31 Songs’ Nick Hornby

Całkiem jestem zadowolona z wyniku. Najlepszą książką była powieść Chbosky’ego, ale tą przy której najlepiej się bawiłam było ’31 Songs’.

Co ja poradzę, że spacer skoncentrował się wokół starego cmentarza?
Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie kupiła. Trzymałam się świetnie, aż do ostatnich dni maja, kiedy to trafiłam na naprawdę świetne książki w pobliskim charity shopie.

Zakupione:                                                                                  
                                                             
1)      ‘The Goldfinch’ Donna Tartt – to już mój trzeci egzemplarz tej książki. Mam jeden w świetnym stanie w miękkiej okładce, jeden w twardej z nieco złachaną obwolutą i ten najnowszy nabytek – twarda okładka i prawie, że idealna obwoluta. Wiem, że muszę się pozbyć przynajmniej jednego, ale ciężko mi.
2)      ‘Geek Girl’ Holly Smale – widziałam książki z tej serii na IG i postanowiłam spróbować. Ta jest drugą częścią, ale czytać można bez znajomości pierwszej. Takie czytadło przy grillu.
3)      ‘The Buried Giant’ Kazuo Ishiguro – mojej znajomości z tym autorem ciąg dalszy. Jeszcze nieprzeczytane, ale na pewno długo na półce nie będzie czekać na moją uwagę.
4)      ‘Heidi Grows Up’ Charles Tritten – podobno Heidi to była moja ukochana książka w dzieciństwie, choć kompletnie tego nie pamiętam. Zamierzam przeczytać pierwszą część z Mimi, a tą kontynuację napisaną przez tłumacza autorki już przeczytam sama.
5)      ‘High-Rise’ JG Ballard – z tym autorem raczej się nie lubimy, ale biorąc pod uwagę, że bardzo, bardzo, ale to BARDZO chcę zobaczyć tegoroczną ekranizację powieści o tym samym tytule postanowiłam przeczytać powieść. Już zaczęłam i musze przyznać, że chyba będzie dobrze.
6)      ‘Ulysses’ James Joyce – o tak, tego akurat autora bardzo lubię. „Ulissesa” czytam sobie w czerwcu co dwa lata, ale jeszcze nigdy nie czytałam go w oryginale (shame on me!). Jak tylko pokończę zaczęte już książki biorę się za ‘Ulyssesa’ i już się cieszę na tę przygodę.
7)      ‘Dubliners’ James Joyce – skusiło mnie całkiem zgrabne wydanie folio. A mam jedynie jakieś wymiąchane wydanie Penguina tych opowiadań, więc teraz można czytać w stylu glamour.
8)      ’31 Songs’ Nick Hornby – kolejny autor, którego czytam wszystko. Ten zbiór łączy dwie rzeczy bardzo dla mnie ważne, czyli muzykę i książki, więc jest bardzo dobrze.

I tyle. Osiem książek, z czego nieprzeczytanych mam jedynie dwie i pół co mnie cieszy, bo w dalszym ciągu te prawie trzysta nieruszonych książek patrzy na mnie złym wzrokiem z półek.

Tekstów mam pełno i jak nic się więcej nie zepsuje (odpukać!) to będzie moc postów. Plus obiecany już w kwietniu tydzień z Daredevilem planowany na ostatni tydzień czerwca. Zamierzam się ostro wziąć za bloga, nawet jeśli czytają go jedynie trzy osoby. Przynajmniej mam coś swojego. 

I niech wreszcie przyjdzie to lato!

Pozdrawiam,
Kura Mania.

wtorek, 1 marca 2016

2016: Podsumowanie lutego




Co za stracony miesiąc! Zawsze to styczeń był jakiś taki bezsensowny, rozwlekły, miesiąc falstartów i nieogarnięcia. Tym razem luty pobił swojego poprzednika w całej rozciągłości. 

A na kurzym IG Iron Man
Najpierw zostałam postawiona w trudnej sytuacji, moralnie dwuznacznej. Następnie był wszy, potem ostre zapalenie gardła, które powaliło mnie i konkubenta. A jak już wyleczyłam gardło i migdałki to dziecię się rozłożyło na coś bliżej niesprecyzowanego, potem jeszcze dostała strasznego nawrotu egzemy, a konkubent znów się rozłożył tym razem poważniej, bo dostał penicylinę. I to wszystko skumulowało się na half term, czyli na tydzień wolnego w szkole, z którym wiązałam duże plany.  Potem znów kłótnie jakieś, nieporozumienia i złe wiadomości z domu.

Może i by mnie to wszystko tak nie dobiło, gdyby nie to, że od początków grudnia nie mogę wyjść z przemęczenia jakiegoś i apatii. Suplementuje jak rencistka, wcinam jakiegoś zatrważające stosy warzyw i owoców, piję litrami wodę i nawet czasem się ze dwa razy schylę, ale energii mi od tego nie przyrasta.
Za to nic mi nie wychodzi, więc spokojnie mogę mieć na drugie porażka. Nawet na pierwsze jeśli słowo to będzie w jakimś filuternym, obcym języku. Dobsz, koniec narzekania.

PRZECZYTANE

Przez ten całokształt szary i beznadziejny wpadłam w reading slump (czy jest na to polskie określenie? Chyba niemoc czytelnicza). Miałam brawurowe plany czytelnicze, a nie mogłam się zmusić do czytania. Wolałam w apatii leżeć pod kocem i myśleć o ładnych aktorach. Troszkę się to ruszyło w okolicy Walentynek, bo machnęłam sobie w ramach romantyzmu „Wichrowe Wzgórza” Emily Bronte. Ogrom cierpienia, straty i porywiste wiatry na wrzosowiskach korelowały świetnie z moim nastrojem i się mnie polepszyło. No i postanowiłam poczytać więcej klasyki, bo w ostatnich latach zaniedbałam mój niegdyś ulubiony gatunek. 

Potem było już lepiej i przeczytałam:

- ‘Mobile Library’ David Whitehouse,
- “Wichrowe Wzgórza” Emily Bronte,
- ‘Daredevil Reborn’ Andy Diggle,
- ‘Green Arrow. Vol. 7’ Andrew Kreisberg,

LUTY NA BLOGU
to zdjęcie nie ma nic wspólnego z tym tekstem :)


Oprócz wyżej zaznaczonych pozycji na blogu pojawiły się też teksty o:

- 'The Winter Ghosts' Kate Mosse,

A w ramach lektur małej Mimi:

PLANY NA MARZEC


Okazało się, że po Wielkanocy lecę do Polski na dziesięć dni (happy me!). Rodzice sprezentowali nam bilety! Co oznacza nie tylko absolutna radość dla mnie, ale i konieczność przeczytania kilku książek pożyczonych w sierpniu z biblioteczki dziadków.  Plus kilka pozycji z szeroko rozumianej klasyki, które znajdują się już wieki na półkach mych. Jak dobrze pójdzie.

Oprócz tego w wyzwaniu GRA W KOLORY II marzec jest miesiącem pomarańczowym, więc mam zamiar przeczytać trzy lektury z okładką właśnie w takim kolorze. Niestety, gdzieś je odłożyłam i na razie znaleźć nie mogę. 

BOOK HAUL

W dalszym ciągu jestem zadowolona z moich postępów, jeśli chodzi o ograniczanie swoich zakupów. Ok., dalej kupuję, ale nie jest to szał kupowania (niedawno przypomniałam sobie, że w październiku zeszłego roku kupiłam 36 książek. 36!). Co prawda, wynik  przyszłym miesiącu będzie na pewno gorszy, bo w końcu w Polsce zanikają resztki mojej silnej woli.


W lutym kupiłam:

- ‘The Comfort of Saturdays’ Alexander McCall Smith – kolejna książka tego autora do kolekcji, która się ładnie rozrosła i mam teraz spore zaległości do nadrobienia. Ale akurat tę już przeczytałam :D
- ‘The Stone Cutter’ Camilla Lackberg – dlaczego kupiłam tę powieść nie wiem. Podobała mi się bardzo ‘The Ice Princess’, ale to żadna wymówka. Musiałam mieć bardzo zły humor tego dnia.
- ‘Cold Comfort Farm’ Stella Gibbons – klasyka zawsze w cenie.
- ‘Brideshead Revisited’ Evelyn Waugh – jak wyżej plus to wydanie z serii Penguin Modern Classic do której mam słabość,
- ‘Mud, Sweat and Tears. The Autobiography’ Bear Grylls – miałam ochotę na tę książkę już dłuższy czas, ale teraz była okazja, bo wszystkie książki w pobliskim charity shopie były przecenione to kupiłam ją po taniości.
- ‘A Clockwork Orange’ Anthony Burges – tak, mam tę książkę po polsku i po angielsku też w innym wydaniu. No comments.
- ‘A General History of the Robberies and Murder of the Most Notorious Pirates’ Capt. Charles Johnson – szał ciał! Ale związane jest to z moim planem na wakacje, ale na razie cicho sza! bo znów nic nie wyjdzie.
- ‘Frenchman’s Creek’ Daphne du Maurier – co jakiś czas w „moim” charity shopie pojawiają się ksiązki tej pisarki właśnie z tego wydawnictwa i sobie je kolekcjonuje,
- 'Goldfinch' Donny Tartt, który kupiłam ostatniego dnia lutego i sie jakoś nie załapał na zdjęcie. Mam już tę powieść w miękkiej okładce, ale biblioteka sprzedawała w twardej, więc wzięłam. Za 1,5 funta!

Mam nadzieję, że marzec będzie o wiele lepszy niż poprzednie trzy miesiące. I czytelniczo i… eee… życiowo. Bardzo się będę starać. W końcu Wielkanoc! Kurczaczki, jajeczka i inne takie.

Pozdrawiam,
Kura Mania.

poniedziałek, 1 lutego 2016

2016: Podsumowanie stycznia



to jedyna zima jaką mieliśmy do tej pory


Styczeń jest miesiącem dziwnym. Po grudniowym haju świątecznym, kiedy to napięcie i emocje sięgają zenitu nagle przychodzi styczeń. I nie ma z czego się cieszyć, ani na co czekać. W lutym możemy ewentualnie czekać na Walentynki tudzież śledzika. A styczeń? Pal to licho jak pogoda dopisze, słonko świeci, ludzie się weselą. A jeśli tak jak ja w tym moim angielskim hrabstwie miałam kilka godzin zimy, a teraz na zmianę leje, wieje, pada i mży? Pogodę jakoś wytrzymie, bo się przyzwyczaiłam już trochę, ale w tym roku  nie dość, że postanowiłam się odchudzać (tak, taka jestem szalona) to jeszcze się w tym samym czasie rozchorowałam. I tak mnie jakaś infekcja paskudna trzyma do teraz. Niestety, nie mam czasu leżeć i chorować, więc tak snuje się załatwiając kolejne sprawy z zasmarkanym nosem, lekką gorączką i ze świszczącym oddechem niczym lady Vader. No i jak ja mam lubić ten biedny styczeń? (Biedny, bo to nie jego wina, że jest tuż po grudniu).
Zostawmy jednak moje prywatne żale i przejdźmy do konkretów.
takie były styczniowe plany

W tym roku zamierzam planować lektury, bo najzwyczajniej w świecie zapominam co za perełki mam na półkach. Na styczeń zaplanowałam osiem pozycji z czego przeczytałam pięć, więc nie jest źle. Oprócz tego napoczęłam kolejną, a po za planem przeczytałam jeszcze dwie powieści i trzy komiksy. Zadowolona jestem z wyniku, bo dopadł mnie jakiś taki marazm chorobowo-książkowy i w ogóle na czytaniu skupić się nie mogę.
                                                                                       PRZECZYTANE         
                       
- ‘The Miniaturist’ Jessie Burton – czyli niepokojąca atmosfera amsterdamskiego domu i multum tajemnic jego mieszkańców,

- ‘Throne of Glass’ & ‘Crown of Midnight’ Sarah J. Maas – nadszarpnęłam również trzecią część, więc pojawi się na pewno na blogu w lutym. Tekst o pierwszej części tutaj.

- ‘Co cię nie zabije’ David Lagercrantz – nie mogę się zebrać do napisania tekstu, ech,

- ‘A Storm of Swords: Blood and Gold’ George R.R. Martin – postanowiłam nie pisać tekstów poświęconych poszczególnym tomom, ale coś tam mam w zamyśle. Najpierw jednak chcę przeczytać wszystkie wydane do tej pory części, 

- ‘Isla and the Happily Ever After’ Stephanie Perkins – dlaczego mi sie to tak podoba tego nie wie nikt, a tym bardziej ja. Na drugą część zapraszam tutaj, a trzecia pojawi się w lutym.

- ‘Moon Knight. Vol.2’ Brian Michael Bendis – moje pierwsze spotkanie z tym bohaterem. Całkiem udane, bo nie ma to jak superbohater z problemami psychicznymi.

- ‘Superman and Batman vs Vampires and Werewolves’ Kevin VanHook – to jest tak złe, że aż prawie dobre. Choć nie. Takiego szajsu dawno nie czytałam/widziałam.

- ‘The Gigantic Beard That Was Evil’  Stephen Collins – cudowny tytuł, świetne obrazki, przymykamy lekko oko na niedociągnięcia fabuły. Do poczytania będzie w lutym.

- ‘Winter Ghosts’ Kate Mosse – miało być czytane w lutym, ale jakoś nie mogłam się zdecydować co mam czytać i nic mi nie pasowało, więc szukałam czegoś krótkiego z dużą czcionką. Będzie również w lutym.
- ‘Changeless’ Gail Carriger –  od listopada miałam tę książkę na swojej półce. Twardo postanowiłam, że ja przeczytam, więc co trzy tygodnie przedłużałam w bibliotece i co? I nic. Przeczytałam siedemdziesiąt stron i to świetna powieść, zresztą jak pierwsza część, ale wcale mnie nie zaciekawiło co będzie dalej z bohaterami. Oddałam do biblioteki. Może kiedyś do tej serii wrócę, ale jak na razie nie mam ochoty na taki rodzaj literatury. 

Mam nadzieję, że luty będzie o wiele lepszy jeśli chodzi o publikowanie na blogu, bo styczeń przez chorobę położyłam. Już prawie wszystko nadrobiłam, więc będzie o wiele więcej i tekstów o książkach dla dorosłych i książeczkach Mimi plus różne takie inne.

Do wyzwania GRA W KOLORY podchodzę w tej edycji lajcikowo, więc przeczytałam w jego ramach jedynie jedną książkę („Szklany tron”). Za to wciągnęłam się w wyczytywanie własnych zapasów i w tym miesiącu przeczytałam, aż pięć własnych książek, a jedynie cztery biblioteczne. Brawo ja.

BOOK HAUL

wczesny prezent walentynkowy od konkubenta

Jestem też z siebie dumna, jeśli chodzi o zakupy książkowe. W poprzednich miesiącach stosiska były nieprzyzwoicie wielgachne, a w tym miesiącu to jedynie pięć pozycji:
- ‘Tortilla Flat’ Johna Steinbecka – mam tę książkę w wersji polskiej z serii wydawanej przez Gazetę Wyborczą i wieki temu ją czytałam. Nic jednak z niej nie pamiętam, a że uwielbiam te stare pomarańczowe Pingwiny to sobie kupiłam. Całe 99p. Rozbój w biały dzień.
- ‘The Jungle’ Upton Sinclair – o tej książce usłyszałam pierwszy raz na wykładach o amerykańskiej literaturze i do tej pory jej nie przeczytałam. Teraz będzie okazja.
- ‘The Great Gatsby’ F. Scott Fitzgerald – jeśli chodzi o tę książkę to mam identyczne wydanie, ale w lepszym stanie. To jednak urzekło mnie mnóstwem notatek na marginesach, zakreśleń i odnośników i myślę, że czytanie tego wszystkiego będzie prawdziwą przyjemnością. A tak w ogóle to ‘The Great Gatsby’ to moja ukochana książka.
- ‘The Winter Ghosts’ Kate Mosse – czytałam jej „Labirynt” i bardzo mi się podobał. Ta książka przeleżała w charity shopie na półce ładnych kilka miesięcy i jakoś zawsze udawało mi się jej nie kupić. Do czasu jednak, do czasu… na pewno przeczytam ją w lutym.
- na zdjęciu są „Nędznicy” Hugo, których kupiłam sobie jeszcze w grudniu pod wpływem musicalu, który leciał w telewizji. W ogóle swego czasu bardzo kochałam tę historię w wersji serialowej (ach, ten John Malkovic, ach ten Gerard Depardieu), a nigdy nie czytałam książki. Nie wiem jednak czy ją przeczytam, bo zamówiłam inne wydanie i to mi się nie podoba, bo ma maciupką czcionkę i mizerną interlinię. Ja czytam po nocy i nie mam siły na odcyfrowanie kolejnych zdań. Chyba ściągnę sobie e-booka.
- kilka dni temu zamówiłam kolejną część sagi Martina, czyli ‘A Dance With Dragons: Dreams and Dust’, które ma przyjść dopiero w połowie lutego, więc nie ma na zdjęciu.
biblioteczny book haul

Tak, jestem z siebie dumna. Nie poszalałam, ogarnęłam się. Pomogła myśl, że przecież zbieram na takie cudne wydanie trylogii Tolkiena, które kosztuje ok. 30 funtów, a dla mnie to jednak jest spory wydatek. Mam już odłożone, ale jeszcze poczekam, bo czasem trafia się okazja kupić je dychę taniej. 

PLANY NA LUTY

Teraz plany na luty. Luty w wyzwaniu GRA W KOLORY II to miesiąc czarnych okładek, więc  zamierzam przeczytać sporo książeczek z serii Little Black Classics Penguina. Jeszcze nie przeczytałam ani jednej z nich, a mam je już kilka miesięcy (shame on me!). Plus ‘Black Beaty’, która to książka była jedna z moich ukochanych książek w dzieciństwie, oraz ‘Just Kids’ Patti Smith. Acha, no i zaczęłam już dwie książki, które dokończę, czyli ‘Heir of Fire’ Sarah J. Maas oraz ‘A Feast for Crows’ George R.R. Martina. Znając siebie to na pewno coś jeszcze mi wskoczy w między czasie.

A Ty masz jakieś smakowite lektury zaplanowane na luty? Czy może styczeń tak Cie wyssał z energii, że jedynie w apatii leżysz pod kocykiem (czyt. ja)?

Pozdrawiam,
Kura Mania.

a to book haul małej Mimi - wyprzedaż biblioteczna

czwartek, 31 grudnia 2015

2015: Podsumowanie




Goodreads zachęciło mnie do zrobienia porządnego podsumowania kończącego się właśnie roku. Ładna grafika plus kolorowe miniatury okładek sprawiły, że zastanowiłam się głębiej nad przeczytanymi w tym roku lekturami. Jak zwykle okazało się, że przeczytałam masę dobrych i bardzo dobrych książek. Postanowiłam, że wybiorę te najlepsze, najciekawsze, takie, które szarpały za flaki i wzruszały serce (i tak, często gęsto kategoria była wymyślana jedynie po to, żeby zaprezentować daną książkę). Nie przeczytałam jednak 111 książek, a 85, bo na Goodreads zaplatał się też ułamek książek dla Mimi. Przeczytałam 42 własne książki, 32 pożyczone z biblioteki i 10 pożyczonych głównie od mamy.

Zapraszam!

Największe rozczarowanie:

„Takeshi 2. Taniec Tygrysa” M.L. Kossakowska – po intrygującej pierwszej części przygód Takeshiego, gdzie z łatwością przymknęłam oko na pewne minusy część druga mnie dobiła po prostu.

Najgorsza książka:
Każda jedna Moniki Szwai. Wiem, że autorka ta cieszy się dużą sympatią czytelników, ale o ile lubię sobie czasem sięgnąć po lekkie czytadło to książki tej pani… Zresztą, nie, nie ma co krytykować. Po prostu nie lubię. Przeczytałam w tym roku  "Zapiski stanu poważnego", "Jestem nudziarą" i "Nie dla mięczaków".

Najlepsze czytadło:
‘A Night In With Audrey Hepburn’ L. Holliday – lekko napisana, zabawna i ogrzewa serce. Jeszcze się nie zebrałam do części drugiej z Marilyn Monroe (podobno jest film).


Najlepsza seria:

‘A Game of Thrones’ George R.R.Martin – zakochałam się w serialu i zakochałam się w książkach, które jeszcze lepsze są. Na razie jestem na drugiej części tomu trzeciego, ale muszę nadrobić resztę do wiosny, bo przecież wreszcie wyjdzie siódma część!

Boris Akunin i seria o Eraście Fandorinie – w tej kategorii muszą być dwa miejsca, bo jak tu nie wspomnieć o Fandorinie? I jak ja mogłam nie przeczytać tych powieści wcześniej, jak moja mama jest taką fanka Akunina? Jak na razie przeczytałam „Azazela”, „Gambit turecki”, „Lewiatan”, „Śmierć Achillesa” i „Waleta pikowego”.

Dark & cool:
‘The Sisters’ Brothers’ P. de Witt – coś zupełnie innego niż zazwyczaj czytam, ale filmy w takim klimacie bardzo lubię oglądać. Czy to ma sens?


Największe zaskoczenie:

‘Peter Pan and Wendy’ J.M. Barrie – zdziwienie? No cóż, sięgając po tę książkę spodziewałam się przygotówki dla dzieci. Nie byłam przygotowana na taka ilość nie tylko okrucieństwa, ale i szalonej przygody i tak dobrej charakterystyki dziecięcej psychiki.

Najlepsza klasyka:

‘Middlemarch’ G. Eliott - bardzo mi przykro, że nie opisałam tej lektury w żaden sposób. Mam mnóstwo notatek, wstępnych szkiców, itp., ale jakoś tego wszystkiego nie ogarnęłam. Mimo opasłości tomiszcza czytało się to  szybko i z zaciekawieniem. Diamencik!





Największy chichot:

‘Anna and the French Kiss’ S. Perkins – może nie jest to pisarstwo największej próby, ale chichotałam przy tej książce jak hiena.

Najlepsza książka przeczytana dzięki rekomendacji:

‘Soulles’ G. Carriger  przeczytana dzięki rekomendacji krwawej siekery & ‘A Slight Trick of the Mind’ M. Cullinsa przeczytane dzięki tommy’emu z samotni. Niestety, żaden z moich znajomych nie czyta, więc polegam na blogosferze.

Najukochańsza książka, czyli taka, która robi ciepełko w sercu:

‘Fangirl’ Rainbow Rowell – wystarczy powiedzieć, że książkę tę przeczytałam trzy razu pod rząd, a potem jeszcze dwa razy.


Odkrycie roku:

MARVEL – oprócz mojej ukochanej trójki, czyli Iron Mana, Wolverine’a i Hell Boya, poznałam, w krótkim czasie dużą część uniwersum Marvela dzięki zasobom lokalnej biblioteki. Kocham Marvela. Kocham, kocham, kocham.

Książka z samego środka mojej comfort zone, czyli to co najbardziej lubię w literaturze:

„Professor Stoner” J. Williams – piękna opowieść, cudowna, wzruszająca i, mimo wszystko, pełna nadziei. 






Najlepsza książka 2015 roku:



Nie było problemu z wyborem. „Szczygieł” Tartt zawładnął mną zupełnie, nie pamiętam, kiedy tak zatraciłam się w lekturze. Nie jest to powieść idealna, bo ma swoje wady, ale jest idealna dla mnie. Na pewno wielokrotnie do niej wrócę w przyszłości. A reportaż-nie-reportaż Le Duffa wstrząsnął mną do głębi. Wzbudził we mnie taka złość na wyrachowane wybory polityków, na niesprawiedliwość, na cały świat, że aż zabulgotało mi we wnętrzu. Gorąco polecam.


WYZWANIA

Brałam udział w trzech wyzwaniach. Właściwie to zadeklarowałam się, że wezmę udział w trzech wyzwaniach, a wyszło, że tak naprawdę to było to półtora wyzwania. 12 książek na 2015 rok położyłam zupełnie – przeczytałam tylko jedną książkę, części się pozbyłam, a o reszcie zapomniałam. 

Czasem udawało mi się wstrzelić w hasła z KLUCZNIKA 2015, ale okazało się, że jednak przerosło mnie to zadanie.

Za to poświęciłam się zupełnie jednemu wyzwaniu. Była to GRA W KOLORY, którą podsumowałam tutaj i, którą wygrałam. Me happy. Okazało się, że nie daję rady brać udziału w kilku wyzwaniach i powinnam się raczej skupić na jednym.


INSTAGRAM

Od kilku miesięcy mam konto na instagramie i naprawdę daje mi jego prowadzenie wiele przyjemności. Nie tylko chodzi o robienie zdjęć swoim książkom i chwalenie się nimi jak własnymi dziećmi, ale i o całą bookstagramową społeczność. W chwilach lekkiej depresji wchodzę na IG i od razu humor mi się polepsza – miłość do książek, fangirling, itp. po prostu wylewają się z tych wszystkich cudnych zdjęć.

MIAŁAM NAPISAĆ O NOWYCH NABYTKACH, ALE…

Wystarczy powiedzieć, że mam do przeczytania ok. 350 książek na półkach. No comments.

Życzę Wam świetnego Nowego Roku, pełnego stymulujących i satysfakcjonujących lektur, spełnienia książkowych marzeń i biblioteczek takich jakich sobie wymarzyliście.

Pozdrawiam sylwestrowo,
Kura Mania.