piątek, 3 czerwca 2016

"Queen of Shadows' Sarah J. Maas - Szklany tron #4




NIE MA TU SPOJLERÓW ŻADNYCH BARDZO MAŁO JEST OPISÓW FABUŁY BO NIE CHCE WAM ZEPSUĆ PRZYJEMNOŚCI CZYTANIA W KOŃCU W POLSCE PREMIERA MA TA CZĘŚĆ DOPIERO W TYM MIESIĄCU

Aelin wraca do Rifthold. Mimo ogromnej zmiany jaka się w niej dokonała musi wrócić do bycia Celaeną Sardothien. Wracając do stolicy rządzonej twardą ręką tyrana wiele ryzykuje. Jednak zanim odkryje swoją prawdziwą tożsamość nie tylko musi zawalczyć o swojego kuzyna oraz dawnego przyjaciela , ale i stawić czoło przeszłość co okazuje się niełatwe.

Ponowne spotkanie z Chaolem Westfallem, byłym kapitanem straży królewskiej i zarówno kochankiem, jak i przyjacielem Celaeny następuje w atmosferze wzajemnej wrogości, nieufności i oskarżeń. Nie jest łatwym odrzucenie dawnych uraz, ale drogi skrytobójczyni i żołnierza przecinają się często, a do osiągnięcia celów obojga z nich potrzebna jest współpraca wbrew animozjom.

Jednak dziewczyna zyskuje również innych sojuszników, tym razem całkowicie oddanych jej sprawie, czyli powrocie magii w państwie i ukaraniu władcy. Aedion, jej kuzyn, został wyznaczony w dzieciństwie do chronienia swojej młodszej kuzynki. Niestety, śmierć rodziców Aelin i późniejszy chaos sprawił, że losy kuzynostwa się rozeszły. Przez lata Aedion jako jeden z najkrwawszych generałów króla w ukryciu pomagał ludziom. Teraz, pojmany przez króla po przyznaniu się do zdrady, oczekuje egzekucji w lochach szklanego zamku jako przynęta na młodą monarchinię. Aelin zaryzykuje wiele, aby odzyskać przyjaciela z dzieciństwa.
Musi też uwzględnić w swoich planach przyjaciela z przed kilku miesięcy, czyli księcia Doriana. Teraz, bezwolny w ciele rządzonym przez mrocznego księcia z innego świata  jest jedynie kukiełką na usługach ojca. Czy istnieje sposób na uratowanie Doriana? 

Oprócz rozgrywających się w Rifthold dramatycznych wydarzeń mamy w powieści drugi wątek zapoczątkowany w poprzedniej części. Jest to równolegle rozgrywająca się opowieść o czarownicach, ich zgrupowaniu w górach i o Manon, ich przywódczyni, która przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Czy jednak Manon odrzuci obowiązki liderki narzucone jej zarówno poprzez babkę rządzącą klanem, jak i przez wysłannika króla podążając za coraz bardziej nęcącą ją niezależnością?

645 stron powieści czyta się błyskawicznie. Wartka akcja, dramatyczne wydarzenia i  interesujący bohaterowie przykuły mnie do książki. Widać zmianę w tonie snucia powieści na przestrzeni tych czterech tomów. Od lekkiego początku, takiego trochę zawadiackiego poprzez rozwój osobisty Aelin do mrocznie zarysowanego niebezpieczeństwa i w razie, niepowodzenia, przerażającej apokalipsy świata przedstawionego.

To co jednak najbardziej mi się spodobało w ‘Queen of Shadows’ to rozwój postaci. Najlepiej widać to na przykładzie Aelin i Manon, która w tym tomie jest równorzędną postacią do tytułowej.

Manon jest interesującą postacią, od której wiele się wymaga, a której w zasadzie na nic się nie pozwala. Jako liderka (the Wing Leader) musi swoim zachowaniem dawać przykład reszcie wiedźm, czyli musi zachowywać się okrutniej i bardziej bezlitośnie niż reszta. Wychowywana na następczynię swojej babki jest dumna i nie jest jej łatwo ukorzyć się przed zwykłymi śmiertelnikami i wykonywać ich rozkazy, które w dodatku  kłócą się z zasadami wyznawanymi przez czarownice. Co więcej, nie zostaje wtajemniczona w plany snute przez babkę i króla, więc nie widzi szerszego obrazu  działań, w którym ma brać udział. Ma być jedynie bezwolnym narzędziem wykonującym rozkazy co coraz bardziej ją irytuje. 

To sprawia, że Manon zaczyna się zastanawiać – nad rolą czarownic w królewskich planach, nad ryzykiem, które podejmuje i nad ich przyszłością już po zakończonej wojnie. Nagle okazuje się, że nie ona jedna pozwala sobie na niepopularne wśród czarownic myśli i opinie. I nie mówię tu o jej podniebnym wierzchowcu, Abraxosie, który mimo, że stworzony do zabijania kocha dzikie kwiatki i chore, słabe istoty. Wątek tej wewnętrznej przemiany został delikatnie zarysowany już w poprzednim tomie, świetnie się rozwinął w ‘Queen of Shadows’, a przerwany został w takim punkcie, że to właśnie historii Manon nie mogę się doczekać w tomie piątym.

A już w ogóle kompletnie zaskoczył mnie sposób w jaki skrzyżowały się drogi Manon i jej Trzynastki z Aelin i jej nowym, szczątkowym dworem.

Jeśli chodzi o Aelin to jest świetna  w tym tomie. Odważna, zdeterminowana, okrutna, ale i momentami słaba czy w żartobliwym nastroju. Jednak cechą, która się najbardziej wyróżnia w niej jest siła i pewność siebie. Nie ufa nikomu oprócz sobie. Nikt z jej nowego dworu nie wie o jej planach. Dzieli się tylko tym co uważa za konieczne wyznaczając swoim sojusznikom zadania. Nie boi się jednak podjąć ryzyka samej, a to co robi pod osłoną nocy pozostaje sekretem nawet przed Rowanem.  Z pełni jej przemiany z tej niepewnej siebie i nieakceptującej swojego dziedzictwa skrytobójczyni w silną władczynię zdałam sobie sprawę dopiero pod sam koniec tomu.

Jeśli już mówię o postaciach kobiecych to niesamowitą niespodziankę sprawiła mi Kaltain, która zaczynała jako postać nie do końca znacząca, wredna i próbująca  zagiąć parol na księcia, a skończyła tak, że klękajcie narody, szczękę z podłogi zbierać musiałam. 

Za to postaci męskie są… no takie, mało skomplikowane. Rowan, oczywiście, jest boski jak zawsze, ale razem z Aedionem zabójczo lojalny wobec Aelin i szału tam z nimi nie ma, choć zapewnia on ten niepewny wątek romansowy.  Kapitan Westfall dalej mnie irytuje. Nawet pomimo tego, że wreszcie udało mu się podjąć decyzję. Bo z tym to u niego słabo. A sam Dorian ani mnie ziębi, ani grzeje. Tak jak i jego ojciec, bo oczywiście wiem o jego okrucieństwach, o rozkazach kolejnych zabójstw, o egzekucjach, ale jest on zbyt daleko od akcji, żeby mieć do niego jakiś bardziej emocjonalny stosunek.

 ‘Queen of Shadows’ to bardzo dobra powieść. Popycha znacząco akcję całej serii pokazując rozwój głównych bohaterów, jak i dodając nowych (ewentualnie nowych/starych). Jest to porządna fantasy z elementami romansu, ale i dobrej przygotówki (te wszystkie sceny walki!). Dobrze rozwijająca się seria, która przykuwa. Ma oczywiście swoje wady, pewną infantylność, ale przyjmuje je jako te całe YA i bawię się dobrze przy lekturze pomimo ich. 

Nie mogę się doczekać kolejnej części, która będzie miała swoja premierę w Wielkiej Brytanii we wrześniu. W między czasie trzeba będzie chyba zainteresować się drugą serią pisaną przez Sarę J. Maas, czyli ‘A Court of Torns and Roses’.

Nie mogę ‘Queen of Shadows’ polecić jako stand alone novel, ale wszyscy fani poprzednich tomów będą nie tylko usatysfakcjonowani rozwojem akcji, ale i zaskoczeni kilkoma wątkami.

Pozdrawiam,
Kura Mania.

2 komentarze:

  1. Takie opasłe tomy, w dodatku przed premierą u nas, podziwiam:)
    Ja dzisiaj czytałam "We're going on a bear hunt" od Was i Basię:) Polowanie na niedźwiedzia - rewelacja! Basia zresztą też, jeśli nie znacie jeszcze, to zachęcam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bassie znamy jedynie z czasopisma dla dzieci. A do takich opaslych tomow mam slabosc :-)

      Usuń

Skomentuj. Daj Kurze coś do roboty!