Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą strach. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

'Daisy Miller and The Turn of the Screw' Henry James ("W szponach lęku")

Dziś przedstawiam drugą nowelę z zestawu, czyli 'The Turn of the Screw'


Chcesz usłyszeć prawdziwie przerażającą historię? Taką, która spowoduje, że po kręgosłupie przejdzie Cię zimny dreszcz, a w Twoim umyśle zagnieździ się nieokreślony lęk? Jeśli tak, to dzielisz tą chęć z grupą ludzi, którzy w myśl kiedyś popularnej tradycji opowiadają sobie historię o duchach w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Jedna z osób ma rękopis opowiadający o przeżyciach w pewnej wiejskiej rezydencji w Anglii. Czy odważysz się jej wysłuchać?

Guwernantka, dwudziestolatka o niewielkim doświadczeniu życiowym, zgadza się przyjąć posadę w Bly, wiejskiej posiadłości należącej do pewnego przystojnego dżentelmena na stałe mieszkającego w Londynie. Jest on wujem dwóch sierot, dziesięcioletniego Milesa i ośmioletniej Flory, których to nauczaniem ma się zająć młoda kobieta, której imienia nie poznajemy. W dużej posiadłości jest jeszcze trochę służby i Mrs Grose, gospodyni. Zostaje ona powiernicą i przyjaciółką guwernantki oraz służy jej często radą, pomimo tego, że sama stawia się o wiele niżej niż młoda kobieta z racji swojego analfabetyzmu.

Dzieci wydają się prawdziwymi aniołkami. Piękne buzie chwytają za serce. Tak samo jak i ich gorące przywiązanie do swojej guwernantki, nieskazitelne maniery i rozliczne talenty. Jednak nie wszystko jest tak idealne jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Miles zostaje wydalony ze szkoły, a w liście przysłanym przez jej dyrektora nie ma ani słowa o powodzie, dla którego to zrobiono. Dzieci ani słowem nie wspominają o swoim życiu sprzed przybycia nowej guwernantki. Miles nie mówi o szkole czy o swoich kolegach, a Flora ani razu nie wspomniała poprzedniej guwernantki, która w dziwnych okolicznościach nagle wyjechała.

Młoda guwernantka, pomimo absolutnego oczarowania tą dwójką, zauważa, że coś niedobrego dzieje się w domu. Pewnego dnia widzi przystojnego, rudego mężczyznę na jednej z wież posiadłości. Okazuje się, że jest to Peter Quint, który poprzedniego lata pracował dla wuja dzieci i spędzał szczególnie wiele czasu z chłopcem. Quint jednak umarł! Nie jest to jedyna zjawa, którą widzi młoda kobieta. Drugą jest piękna jakąś straszną urodą panna Jessel, poprzednia guwernantka, która miała romans z Quintem, a po odejściu z pracy również umarła. Dwudziestolatka jest jedyną osobą, która widuje oba duchy, ale w miarę upływu czasu zyskuje pewność, że również i dzieci kontaktują się ze zjawami i rozmyślnie ukrywają to przed dorosłymi.
Odkrycie fałszu w zachowaniu Flory i Milesa jest prawdziwym wstrząsem zarówno dla guwernantki, jak i gospodyni. Teraz wszelkie działania młodej kobiety dążą do uchronienia dzieci przed złym wpływem zjaw, choć podejrzewa ona, że młode duszyczki zostały już skażone niemoralnym prowadzeniem się martwej pary jeszcze zza ich życia. 

Prawdziwą sensacją jest moment, kiedy guwernantka widzi pannę Jessel w towarzystwie pani Grose i Flory. Jednak zarówno gospodyni, jak i dziewczynka zaprzeczają, że cokolwiek widziały. Mimo to pani Grose dalej wspiera guwernantkę i na jej życzenie zabiera dziewczynkę, aby odpoczęła od niezdrowej atmosfery domu do wuja. Kiedy dwudziestolatka zostaje sam na sam z Milesem odbywają oni dziwną rozmowę. Chłopiec przyznaje się, że ukradł napisany przez guwernantkę list do wuja i go spalił, ale kiedy kobieta wskazuje na zaglądającego przez okno ducha Quinta, Miles nie potwierdza tego, że również go widzi. Nowela kończy się zaskakująco i dramatycznie (nie napiszę jednak jak zostawiając to Tobie do odkrycia).

Co jest cecha charakterystyczną tej noweli? Myślę, że psychologiczny aspekt utworu. Nie jest to typowa historia o duchach. Dostajemy wgląd w psychikę głównej bohaterki, która opisując swoje uczucia i rozterki wprowadza niezdrową atmosferę obsesji i lekkiego obłąkania. Smaku dodaje fakt, że nikt oprócz niej nie widzi duchów. Powstaje więc pytanie czy one naprawdę istniały czy były jedynie chorym wytworem udręczonego umysłu kobiety. 

Mogło być to spowodowane jej stłamszoną seksualnością, jak chciałby to widzieć Freud (a jakżeby inaczej). Mi jednak odpowiada myśl, że kobieta, której wychowanie odbywało się głównie w domu i której doświadczenie życiowe jest mizerne, nabiła sobie głowę pewnymi szlachetnymi ideami. Postawiła się ona w sytuacji udręczonej bohaterki dzielnie chroniącej niewinność dzieci, choćby za wszelką cenę. Nawet kiedy zaczyna ona podejrzewać, że kryształowe młode duszyczki nie są tak nieskalane jak z początku myślała, winą za to obarcza zgubny wpływ poprzednich ich opiekunów. Stawia siebie między diabelskimi siłami, a duszami dzieci, które są stawką w tej walce. 

Dlaczego guwernantka przyjęła, że jej podopieczni są tak idealni? Głównie dlatego, że dzieci miały anielskie oblicza. Również to z powodu fizycznej atrakcyjności ich wuja zgodziła się przyjąć tę posadę. Pokazuje to jak małe ma ona doświadczenie i jak bardzo nie zna się na ludziach. Nie boi się jednak duchów, a jej postawa charakteryzuje się odwagą. 

Z drugiej jednak strony, może dlatego tylko ona widzi oba duchy, bo jest wyjątkowo wrażliwa i w pewien sposób nieskażona przez obce wpływy? Przecież podała pani Grose dokładny opis obu osób, których w życiu nie widziała i o których nawet nie słyszała. Również i zachowanie dzieci wydaje się dosyć podejrzane. Idealnie potrafią one okręcić swoje opiekunki wokół małego paluszka. Tak chcą przypodobać się swojej guwernantce, że niejako wyprzedzają jej pragnienia i myśli robiąc to co jej się by najbardziej podobało. To tu to tam przemykają małe fragmenty wiadomości o tym, ze Miles nie do końca jest tak dobry jakim się zdaje. Okazuje się, że jest zdolny do zła, co z resztą sam czasem mówi swojej opiekunce. 

Siła tej opowieści tkwi w niedopowiedzeniu. Nie wiemy jakie zło czyha ze strony duchów na dzieci. Na pewno nie jest to zło fizyczne, ale bardziej jest to groźba skalania ich charakteru i sprowadzenie ich na złą drogę. Również sposób prowadzenia się panny Jessel i Quinta nie jest opisany dosłownie, a dowiadujemy się o nim z informacji wyrwanych przez guwernantkę od pani Grose. Nie wiemy dlaczego Miles został usunięty ze szkoły, a obie opiekunki nie wnikają w tą sprawę głębiej. Wszędzie są jedynie niedopowiedzenia i przypuszczenia wysnute na podstawie przemyśleń guwernantki. Spiętrzają się one wprowadzając skisłą lepkość, która przywiera do czytelnika nie dając mu chwili odpoczynku od fabuły. 

Dodatkowo atmosferę niepokoju i nieokreślonego lęku podsycają pewne zabiegi autora. Kiedy po raz pierwszy guwernantka widzi rudowłosą zjawę wszelkie dźwięki cichną, ptaki zamierają i zapada złowroga cisza. W innych przypadkach już po zapadnięciu mroku nagle gaśnie świeca. Takie proste zabiegi, niby oczywiste i takie do których już powinnam przywyknąć, sprawiały, że zaczynałam czuć się nieswojo.

Czy jest to opowieść o duchach czy może opis psychologicznego rozpadu umysłu młodej kobiety to już zostawiam Tobie do zdecydowania. Jednak kiedy, zaczniesz czytać ‘The Turn of the Screw’ nie nastawiaj się na typową historię o zjawach, a na powolne zanurzanie się w syropie złożonym z szaleństwa, obsesji i niedopowiedzenia.

Polecam wszystkim fanom psychologicznych rozkmin, nietypowych opowieści o duchach, oraz tym, którzy mają swoje podejrzenia w stosunku do słodkich, blondwłosych dzieciątek. 

Pozdrawiam,
Kura Mania.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania GRA W KOLORY.

sobota, 17 stycznia 2015

'The Gruffalo's Child' Julia Donaldson & Axel Scheffler


 Chyba każdy kto interesuje się książkami skierowanymi do najmłodszych czytelników czytał lub choćby słyszał o Julii Donaldson. Najbardziej znana jest z książek o Gruffalo, włochatym potworasie, ale świetne są wszystkie jej opowieści, np. "Miejsce na miotle". Jak zdążyłam zauważyć i w Polsce Gruffalo, czyli swojski polski Grufołak, stał się bardzo popularny. Warto pamiętać, że również animacje książek Donaldson trwające coś około 25 minut są pięknie wyprodukowane.



Z Gruffalo spotkałyśmy się już dawno wypożyczając książeczkę z biblioteki. Jakoś jednak nie przypadła małej Mimi do gustu. Pewnie była jeszcze za mała. W czasie ostatniego Bożego Narodzenia przypadkiem trafiłyśmy na dwie animacje na Disney Junior - pierwsza i druga część o Gruffołakach. Mała Mimi przepadła. Oglądałyśmy wszystkie powtórki i pewnie trzeba będzie zakupić DVD ("Miejsce na miotle" również cieszyło się wielkim zainteresowaniem w okolicach Halloween). Jak zauważyłam bardziej podobała się część o Dziecku Gruffołaka, więc zakupiłam okazyjnie na Amazonie (wiem, że Amazon to samo zło jest, ale te promocje!).




Wszystko zaczyna sie kiedy Gruffalo mówi swojemu dziecięciu, że żaden grufołak nie może wejść do pobliskiego lasu. Panuje tam bowiem straszna mysz, którą Gruffalo spotkał dawno, dawno temu. Jest ona strasznie silna, ma niewyobrażalnie długi łuskowaty ogon, oczy jak ogniste jeziora, a wąsy jej mocniejsze są niż druty.Mimo tego przerażającego opisu pewnej śnieżnej nocy Dziecko Gruffalo postanowiło z nudów wybrać się do lasu na poszukiwania tej potężnej myszy. Dziecko czuło sie bardzo odważnie i niczego się nie bało. Na swej drodze spotkało węża, lisa i sowę, ale nie było żadnej myszy! Pewnie to jakaś sztuczka albo coś takiego. Niestety, niestety... Kiedy już całkiem zrezygnowane Dziecko Gruffalo włożyło opowieść o myszy między bajki niespodziewanie ją zobaczyło! Ale ta myszka jakaś mała i niepozorna... Mysz jednak powiedziała, że pokaże Dziecku tą potężną mysz z opowieści Gruffalo. Jak powiedziała tak zrobiła, a efekt tego był taki, że Dziecko Gruffołaka co sił w nogach wróciło przez last do bezpiecznej pieczary, gdzie spał jego tata.


 Co takiego ma w sobie ta opowieść, że jest hitem wśród dzieci (i, nie oszukujmy się, również rodziców) na całym świecie? Czy to świetne ilustracje Schefflera, proste, ale świetnie oddające ducha historii, troszkę nietypowe, na pewno oryginalne i z pięknymi kolorami? A może sama historia o niezwykłym Gruffalo i przebiegłej, sprytnej myszce, tak nieoczywista, bo z odwróconymi rolami? A może język, którym tę historię napisała Donaldson - prosty, pięknie zrymowany, oszczędny w słowach, ale mówiący akurat tyle ile potrzeba? Najpewniej, to mieszanka tych wszystkich czynników zapewniła Gruffalo sukces. No i magia, wyzierająca spomiędzy słów i drzew z ilustracji i niesamowity klimat opowieści przenoszącej nas już od pierwszego zdania w nietypowy świat Gruffołaka.

Piękna opowieść, którą zapoczątkowałyśmy serię książek Donaldson w naszej biblioteczce. Bo na pewno będzie ich więcej.

Pozdrawiam,
Kura Mania.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania KLUCZNIK 2015 (zimowa okładka),