Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowo!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowo!. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 kwietnia 2016

Seria CLUE JØrn Lier Horst




CLUE, czyli kryminalno-przygodowa seria młodzieżowa znanego autora powieści dla dorosłych Jorna Liera Horsta opowiada o przygodach czwórki przyjaciół mieszkających nad morzem. Nazwa pochodzi od pierwszych liter ich imion, czyli Cecilli Gaathe – córki właściciela hotelu Perła, Leo Basta – syna  menadżerki tegoż hotelu, Une Flaker – dziewczynki mieszkającej nieopodal nad zatoką oraz Egona, psa pełnego ego.

Do tej pory w Polsce wydane zostały cztery tomy serii. Pierwsza „Zagadka salamandry” zaczyna się od znalezienia przez Cecillię martwego mężczyzny wyrzuconego przez morze. Okazuje się, że śmierć obcego nie była po prostu nieszczęśliwym wypadkiem, a grupa przyjaciół krok po kroku rozwiązuje skomplikowaną zagadkę, w której na szali postawione będzie ich życie.

Druga część, czyli „Zagadka zegara maltańskiego”, rozgrywa się krótko po dramatycznych wydarzeniach z pierwszego tomu. Tym razem trójka nastolatków staje przed tajemnicą sprzed lat dotyczącą wielkiej kradzieży złota sprzed kilku lat popełnioną przez dawnego mieszkańca zatoki, Leviego Hildonen, który właśnie uciekł z więzienia. Dzieciaki wpadają na pewien trop, znajdują tajemniczą mapę i klucz, a na dodatek do hotelu wprowadzają się bardzo podejrzani goście.

„Zagadka dna morskiego” zaczyna się dramatycznie, ale jest to jedynie złudzenie. Nad zatoką bowiem kręcony jest film sensacyjny, w którym swój udział będą mieli też nasi bohaterowie. Co zaskakujące, niektóre wydarzenia z filmu mają swoje odbicie w rzeczywistości, a grupa przyjaciół nie byłaby sobą, gdyby nie podjęła się rozwiązania tajemnicy prowadzącej prosto w głąb morza.

Ostatnia wydana w Polsce część, czyli „Zagadka hien cmentarnych” jest moją ulubioną. Jest jesień, zaczęła się nauka, ale na szczęście dla naszych bohaterów nauka zostaje zawieszona ze względu na problemy w szkole. Przy nieopodal położnym starym i już opuszczonym kościele znajduje się również  cmentarz. Okazuje się, że ktoś rozkopuje groby ludzi zmarłych w okresie wojny. Przyjaciele odkrywają, że łączy się to z dawną opowieścią o zatopionym skarbie.


Wszystkie te tomy są świetnie napisane z szybką akcją, dużą dozą grozy i niebezpieczeństwa i naszpikowane tak smacznymi kąskami jak tajemnicze mapy, notatniki, klucze, legendy sprzed lat i dawno ukryte skarby. Mimo pewnej schematyczności czyta się te tomiki błyskawicznie i z wielką przyjemnością. Dodatkowym plusem jest przemycanie przez autora nawiązań do filozofii, które w nienachalny sposób przekazane zapadają w pamięć.

Ciekawi są również główni bohaterowie z wyraźnie odrębnym charakterami. Jest więc Cecillia, która jest zachowawcza, nie lubi podejmować niepotrzebnego ryzyka, jak i najczęściej pokazuje, że się boi. Cały czas przeżywa tajemniczą śmierć swojej matki sprzed roku. Leo jest osobą, która dopiero co przyjechała nad zatokę. Jego rodzice są rozwiedzieni, jego ojciec jest Arabem i pracuje w telewizji w Arabii Saudyjskiej. Leo działa pod wpływem impulsu i jest odważny. Une jest ciekawą osobą. Ubrana i zachowująca się jak jej bracia brana jest czasem za chłopca. Mieszka nad zatoka od urodzenia i zna wiele historii dotyczących zarówno samego miejsca, jak i jej mieszkańców. No, a Egon to Egon, no bo kto by nie chciał mieć w swojej paczce fajnego psa?

Z racji tego, że seria skierowana jest to młodszych czytelników nie ma w tych książkach do zbyt częstych i długich opisów, a charakter poszczególnych postaci opisywany jest bardziej przez ich działania niż słowa.
Wątkiem spinającym te cztery tomy jest wspomniana wcześniej śmierć matki Cecilli, która wraz z ojcem dziewczynki prowadziła Perłę. Rok przed opisanymi w „Zagadce salamandry” wydarzeniami pani Gaathe wyszła z przyjęcia organizowanego w hotelu i zaginęła. Tydzień później morze wyrzuciło jej ciało na brzeg. Dlaczego kobieta wyszła z przyjęcia? Z kim się spotkała? W jaki sposób zatonęła? Powolutku razem z bohaterami odkrywamy kolejne karty. Nie jest to jednak tak proste, bo każdy tom kończy się kolejnym odkryciem, czasem fałszywym tropem, czasem pomocną wskazówką. Świetna sprawa, trzymająca w napięciu.

Jak widać autor nie boi się poruszać trudnych tematów takich jak śmierć, zdrada, rozbita rodzina. Bardzo to cenię, bo przecież książki skierowane do młodego czytelnika powinny zawierać i takie, bardziej negatywne rzeczy, ale opisane w mądry sposób.

Gdyby ta seria wydana była z piętnaście lat temu na pewno bym się w niej zaczytywała. Jest to jakby kwintesencja idealnych przygód – grupa przyjaciół (i pies), tajemnicze tropy, ciekawe zagadki, klucze, mapy i skarby plus prawie nieograniczona wolność działania, bo rodzice zajęci, bo wakacje, bo przerwa w szkole. No i to morze! 

Polecam wszystkim młodszym czytelnikom zaczynającym swoją przygodę z poważniejszymi książkami oraz tym, którzy czytają niechętnie zniechęceni nudnymi szkolnymi lekturami, jak i tym starszym, którzy lubią dobrą rozrywkę w stylu młodego Indiany Jonesa.

Pozdrawiam,
Kura Mania.


PS. Ciekawe czy „dorosłe” książki autora są równie dobre? Ktoś czytał?
PS2.Tomów z serii jest o wiele więcej. Kolejne mają być wydane w Polsce w przyszłym roku i nie mogę się doczekać. Tym razem na pewno kupię, bo są świetne! No i są bardzo ładnie wydane, z "mechatą" okładką, która się rozkłada, bo po wewnętrznej stronie zawiera mapę zatoki i rozkład hotelu.
PS3. Acha, a czy ja wspomniałam, że w hotelu jest wieża, w której rezyduje Cecillia z przyjaciółmi? No kosmos!
 
M.

Za książki serdecznie dziękuję magdalenardo z bloga moje czytanie.blogspot.com, która pożyczyła mi te cztery tomy co wprawiło zarówno mnie, jak i moją mamę w zdumienie, bo przecież z magdalenardo nie znamy się ani osobiście, ani szczególnie dobrze, więc był to z jej strony cudowny gest. Dziękuję bardzo! Książki powinny do Ciebie wrócić w przyszłym tygodniu.

piątek, 20 lutego 2015

‘Peter Pan & Wendy’ J. M. Barrie („Piotruś Pan”)




Kto nie zna postaci Piotrusia Pana ten ręka w górę? Nikt? Tak myślałam. Ale o ile jeszcze większość z nas kojarzy tego chłopca w zielonym ubranku z przeróżnych filmowych adaptacji, czy to skierowanych bardziej dla dorosłych czy dla dzieci, animowanych lub nie, to już nie tak wielu czytało książkę Barriego.

Piotruś przysłuchiwał się historiom opowiadanymi przez panią Darling dzieciom przed snem,  a pewnego dnia, kiedy zostaje zauważony ucieka. Niestety, jego cień nie zdążył wyfrunąć przez okno, więc został schowany do szuflady komody. Kiedy Piotruś po niego wraca, budzi się Wendy i przyszywa mu cień z powrotem. Od słowa do słowa doszło do tego, że cała trójka dzieciaków poleciała wraz z Piotrusiem i wrednym Dzwoneczkiem do Nibylandii na spotkanie wielu przygód. Tam spotkali się z pozostałymi Zagubionymi Chłopcami, czyli dziećmi, które zgubiły się w niemowlęctwie, a ich matki nie zgłosiły się po ich odbiór. Przygody, których tam doświadczyli, były prawdziwie mrożące krew w żyłach. Szczególnie, że arcywrogiem chłopca, który wciąż miał wszystkie mleczne zęby, jest kapitan Hak, postrach mórz i innych piratów. Hak, mimo pirackiego charakteru ma również swoją miękką stronę, kocha muzykę i czasem bywa przeraźliwie smutny, bo zdaje sobie sprawę, że nikt go nie kocha. No ale, ale, nie ma czasu na roztkliwianie się – trzeba walczyć z Indianami, uciec od syren i, koniec końców, rozprawić się z kapitanem Hakiem!

„Peter Pan & Wendy’ w pierwszej wersji był sztuką. Zresztą do teraz gra się ją na scenach całego świata. Kilka lat później pan Barrie spisał historię w wersji powieściowej. Jednak najpierw cała opowieść powstała, kiedy Barrie spędzał czas z synami swojej przyjaciółki. Wtedy to bujna  wyobraźnia autora spłodziła postać Piotrusia Pana i jego przygód w magicznym miejscu zwanym Nibylandią. 

Nie jest Nibylandia bynajmniej idyllą. Śmierć czai się tam na każdym kroku, jest wiele brutalnej przemocy, jak i niebezpieczeństwa. Bardzo mnie to zaskoczyło, bo spodziewałam się raczej miłej opowiastki dla młodszych dzieci, a dostałam prześwietną, pełnokrwistą przygodówkę. Dzieci państwa Darling miały już swoją określoną wizję Nibylandii, dla każdego odrębną, i to co sobie w nocy o niej wyśnili sprawdziło się na miejscu. Na przykład Wendy marzyła o tym, że ma oswojonego wilczka i po jej przybyciu do tej magicznej krainy ziścił się jej sen. 

Główny bohater, Piotruś Pan jest bezczelnym, myślącym głównie o sobie, chłopcem, który boi się jedynie matek, ojców i dorastania. Nie jest w stanie zapamiętać swoich wszystkich przygód, ponieważ ma ich tak wiele. Jego ubranie uszyte jest z liści w kolorze odpowiadającym albo wiośnie albo jesieni, zależnie od pory roku. Lubi grać na piszczałce, no i jako jedyny chłopiec potrafi latać bez użycia pyłku wróżek.
A co do wróżek, to mały Dzwoneczek towarzyszący w książce Piotrusiowi jest bardzo zaborczą, złośliwą istotką, próżną i o morderczych względem Wendy zamiarach. 

Sama Wendy, która zostaje matką chłopców w Nibylandii to dziewczynka pełna macierzyńskich uczuć. Pewnie ze względu na to, że ma dwójkę młodszych braci. Odgrywa wśród chłopców ważną rolę, naśladując zachowanie swojej matki i co najważniejsze, opowiadając im przeróżne historie. Ma ona wiele uczucia dla Piotrusia, ale ten, jako wieczny chłopiec, nie odwzajemnia żadnych romantycznych uczuć. 

Zaginieni Chłopcy słuchają się Piotrusia , ale mając wybór między nim, a odejściem z Nibylandii razem z Wendy wybierają to drugie. Tak bardzo przywiązali się do posiadania matki. Później, już po powrocie do Anglii, państwo Darling wszystkich adoptują. Smutne jest to, że z upływem czasu chłopcy zapominają, kim byli w Nibylandii i stają się zupełnie zwyczajni.

 Wróg Piotrusia i chłopców, kapitan Hak, to cudna postać i bardzo malownicza. Stracił rękę w walce z Piotrusiem, który nakarmił nią krokodyla. Teraz zwierzę podąża za kapitanem chcąc zjeść resztę. Jest to istota, której Hak boi się najbardziej na świecie. Na całe szczęście, zwierzę razem z dłonią pirata zeżarło zegar, więc teraz, gdy tylko jest w pobliżu słychać tykanie. Ten szczegół okazuje sie bardzo ważny w całej opowieści.

Oprócz tych głównych bohaterów, są jeszcze Indianie, syreny i przeróżne zwierzęta, które ubarwiają i tak już malowniczy krajobraz Nibylandii.

Głównym tematem powieści jest oczywiście lęk przed dorastaniem. Piotruś zdecydował, że nie dorośnie i, że zawsze będzie chłopcem, którego życie składa się z samych przygód. Tylko on jeden posiadł sztukę pozostawania chłopcem. Jego towarzysze, w miarę dorastania, zostają zastąpieni młodszymi. Piotruś boi się matek i ojców, ponieważ oni uosabiają dorastanie, które go przeraża. Kiedy przy jednej z wizyt u Wendy zauważył, że jest ona już dorosłą kobietą złamało to jego serce. Dopiero, kiedy dowiedział się, że Wendy ma córkę, Jane, pocieszyło go to, ponieważ teraz to ją będzie mógł zabierać do Nibylandii. Przez to, że Piotruś jest wiecznym chłopcem, jest on nie tylko bezczelny i odważny, ale również egoistyczny, często nie liczy się z uczuciami innych. Wiecznie niedojrzały. Jego beztroskie zachowanie zbiera jednak żniwo w strasznym koszmarach, w czasie których głośno płacze i krzyczy, a wtedy tylko Wendy potrafi go uspokoić.
Drugim tematem jest właśnie przeciwna do wspomnianego lęku chęć bycia dorosłym. Wendy nie ma z tym problemu, chce dorosnąć i dlatego też lubi odgrywać rolę matki. Dla niej jedynym minusem dorastanie jest fakt, że nie będzie już mogła latać do Nibylandii. Również Zagubieni Chłopcy zostawiają Piotrusia samego, mimo, że wiedzą, że powrót do „normalnego” świata łączy się z dorastaniem.

Oczywiście, jeśli czytać książkę dosłownie to jest to świetna i krwawa przygodówka. Akcja toczy się wartko, nie ma chwili nudy, a wszystko jest bardzo ciekawie opisane. Opisy nie są za długie, a autor potrafi w kilku krótkich zdaniach świetnie scharakteryzować poszczególne postaci.

 Moim ulubionym fragmentem jest ten, kiedy Piotruś Pan, ukryty za skałami podszywa się pod kapitana Haka naśladując jego głos. Kiedy prawdziwy kapitan Hak dopływa do skały, na której są jego dwaj piraci taka właśnie rozmowa ma miejsce:

Hook tried a more ingratiating manner. ’If you are Hook,’ he said almost humbly, ‘come tell me, who am I?’
‘A codfish,’ replied the voice, ‘ only a codfish.’
‘A codfish!’ Hook echoed blankly; and it was then, but not till then, that his proud spirit broke. He saw his men draw back from him.
‘Have we been captained all this time by a codfish!’ they muttered. ‘It is lowering to our pride.’

Oczywiście, Piotruś nie wytrzymał I powiedział kim jest, a kapitan Hak z ulgą odzyskał swoją tożsamość.
Takie absurdalne sytuacje są w książce na porządku dziennym i sprawiają, że skrzy się ona dowcipem. Ja sama czytając ja późno w noc chichotałam straszliwie. 

Nie mogę się doczekać, aż mała Mimi już nie będzie mała i będzie mogła sięgnąć po ‘Peter Pan & Wendy’. Na pewno dobrze się będzie przy niej bawić.

Ech, jak dobrze, że wreszcie sięgnęłam po opowieści o Piotrusiu Panie. A dlaczego są one tak brutalne i krwiste? Ponieważ, dzieci są według autora (i moim własnym skromnym zdaniem) gay and innocent and heartless.

Polecam wszystkim miłośnikom awanturniczych przygód, piratów oraz tym, którzy dawno temu marzyli o tym, żeby nigdy nie dorosnąć.

Pozdrawiam,
Kura Mania.


Książkę przeczytałam  ramach wyzwania 12 KSIĄŻEK NA 2015 ROK.


PS. A w ogóle to świetnie sportretowany jest pan Darling, który myśli, że jest głową rodziny. Ech, jakże się on myli…

M.

czwartek, 22 stycznia 2015

‘The Lost World’ Arthur Conan Doyle ("Świat zaginiony")



With much labour we got our thing up the steps, and then, looking back, took one last long survey of that strange land, soon I fear to be vulgarized, the prey of hunter and prospector, but to each of us a dreamland of glamour and romance, a land where we had dared much, suffered much, and learned much – “our” land, as we shall ever fondly call it. 

Wyobraź sobie, że żyjesz w wieku wielkich odkryć i przygód rodem z filmów o Indianie Jonesie. Kiedy to wiedza o świecie rozwija się w zaskakująco szybkim tempie, a mapy wypełniają się informacjami o kolejnych odkrytych górach, jeziorach i rzekach. Kiedy pomimo wielu brawurowych wypraw w dalszym ciągu znajdują się na tych mapach białe plamy. Kiedy to, będąc dumnym z siebie i swojego mocarstwa Brytyjczykiem, nie ma dla Ciebie rzeczy nie do zrobienia i miejsc nie do odwiedzenia. Kiedy to przygoda i tajemnica jest na wyciągnięcie ręki.

W takim to właśnie czasie Ned Malone, młody dziennikarz, chcąc zaimponować domniemanej miłości swego życia, rzuca się w wir przygody. Trafia na porywczego profesora Challengera. Naukowiec ten kilka lat wcześniej odbył niebezpieczną podróż do Ameryki Południowej, gdzie dzięki notatnikowi pewnego podróżnika trafia na trop tajemniczej krainy. Krainy, którą zamieszkują przedziwne stwory rodem z Jury. Tak, mowa o dinozaurach! Niestety, prawie wszystkie na to dowody zniszczone zostały podczas podróży powrotnej profesora dlatego teraz zamiast święcić tryumfy jest celem docinek i żartów ze strony innych naukowców.

Teraz zaistniała szansa na potwierdzenie słów profesora. Zostaje stworzona grupa, która  ma zebrać dowody na istnienie dinozaurów. Oprócz Malone’a w wyprawie bierze udział Lord John Roxton, znany podróżnik, oraz profesor Summerlee, sceptycznie nastawiony do Challengera botanik. Ich brawurowa wyprawa prowadzona w duchu brytyjskiego imperializmu zabiera czytelnika w niesamowitą podróż w głąb południowoamerykańskiego lasu tropikalnego. 

Po książkę tę sięgnęłam ponieważ chciałam zacząć swoją przygodę z Conan Doylem od nietypowej strony, czyli od powieści mniej znanej i niezbyt kojarzonej z tym autorem. Niestety ciężko mi było przebrnąć przez te fragmenty książki, które nie mówiły bezpośrednio o przygodach podróżników wśród świata, który żywcem został przeniesiony z czasów prehistorycznych. Były one dla mnie po prostu nudne. 

Irytowała mnie postać profesora Challengera, który błyskotliwy i inteligentny, jest przeraźliwie pompatyczny i zapatrzony w siebie. Uważa on się za zbyt wielkiego intelektem, aby zniżać się do poziomu maluczkich (czyt. reszty ludzkości). Jego uszczypliwe uwagi nie śmieszyły mnie wcale. 

Najciekawsze były  oczywiście  przygody grupy podróżników już po dotarciu do tajemniczej krainy. Nie tylko doświadczają tam oni uczucia strachu i napotykają na przerażające istoty, ale również są świadkami przepięknej bujnej roślinności i przeróżnych dziwów. Te rozdziały naprawdę mnie zainteresowały i przeczytałam je w ekspresowym tempie żałując, że tak szybko się one skończyły.

Zdaję sobie sprawę, że  to rasowa opowieść przygodowa w duchu wspomnianego już Indiany Jonesa, ale jakoś nie porwała mnie. Lekko mnie irytowało to specyficzne dla tamtego czasu podejście Brytyjczyków do Indian jako ludzi generalnie stojących niżej w rasowej hierarchii zarówno pod względem inteligencji jak i popędów, które uznawane były za typowo prymitywne. To co zrobił Lord John z jednym z Indian będących źródłem ich niefortunnej sytuacji było po prostu karygodne. Nie chcę zdradzać o co chodzi zostawiając to Tobie do odkrycia, ale no nie fajnie. Wiem, że takie czasy, ale mimo wszystko nie podobało mi się to. 

Sam pomysł na powieść, nie wiem niestety na ile oryginalny, jest bardzo ciekawy. Jakże fascynujące byłoby odnalezienie takiej zapomnianej przez czas krainy z jej fauną i florą z czasów prehistorycznych jak i współczesnych. Jakże emocjonujące byłoby wzięcie udziału w odwiecznej walce o przeżycie wśród egzotycznej roślinności i nieznanych zwierząt. Brutalne, burzące krew w żyłach i pełne adrenaliny przygody to to co mogłoby znaleźć się w ‘The Lost World’, gdyby  ich dynamiki nie zabiły niestety nudniejsze fragmenty.

Polecam wszystkim fanom klasycznych opowieści podróżniczych oraz miłośnikom dinozaurów we wszelkiej formie.

Pozdrawiam,
Kura Mania.


Książkę przeczytałam  ramach wyzwania GRA W KOLORY (biały) jak i KLUCZNIK (niewspółcześnie).


PS. A jeśli masz ochotę na poznanie tej książki z o wiele bardziej entuzjastycznie nastawionej strony (jak i lepiej napisanej) zapraszam do odwiedzenia Wielkobukowej recenzji ‘The Lost World’.

M.

czwartek, 8 stycznia 2015

„Takeshi. Cień Śmierci” Maja Lidia Kossakowska






Takeshi. Jedno z wielu imion przez lata przybieranych przez mężczyznę o niesamowitych zielonych oczach. Imię, z którym dobrze się czuł i które sam sobie wybrał. Pasowało do niepozornego, lekko przygarbionego holopacykarza podróżującego po wioskach oferując swoje usługi artysty przy odnawianiu szyldów lub odnawianiu wnętrz.

Przez siedem lat nikt nie odkrył tego co znajduje się na dnie serca Takeshiego. Odwiecznego, mrocznego cienia, który pomimo lat ukrycia i pozornego zapomnienia, wciąż czai się, aby przejąć kontrolę. Aby odżyć i zawładnąć Takeshim, sprawić, żeby znów stał się Cieniem Śmierci – idealnym wojownikiem wytresowanym w Zakonie Czarnej Wody, którego życie wypełnione było zapachem krwi, widokiem flaków i wszechogarniającą śmiercią. 

Przez siedem lat, mężczyzna był Takeshim, ale to nie oznacza, że zapomniało o nim przeznaczenie. Kiedy zbliża się do Zimnej Wody, małej wioski w górach, nie wie, że już nie długo  na drodze zwykłego holoartysty stanie psychopatyczna czarna gejsza, domorosła księżniczka, dawna miłość i stary przyjaciel, który nie jest do końca człowiekiem. Przeznaczenie upomni się o Takeshiego, a on będzie musiał zrobić to co należy, nawet jeśli będzie to oznaczać powrót Cienia Śmierci.

Cóż to była za lektura! Taka dla której zarywasz noc mimo tego, że wiesz, że jutro musisz wcześnie wstać. Świat stworzony przez Kossakowską to przyszłość, która zasiedlona wiele wieków temu przez prawdopodobnie Ziemskich osadników teraz przeżywa regres. Jedyną szansą na przetrwanie, zapisaną w starych pismach, które teraz bardziej traktuje się jak bajki niż wytyczne, to ścisłe stosowanie się do stworzonych w przeszłości reguł i praw oraz kultywowanie dawnych zwyczajów, które mają utrzymać wysoki poziom społeczeństwa. 

Jak to jednak zrobić kiedy świat ten zasiedlony jest, oprócz ludzi, przez magiczne istoty, krwiożercze demony, mściwe duchy, a bogowie albo mają to wszystko gdzieś albo chcą zrobić swoim podopiecznym na złość. Dorzućmy do tego rywalizujące ze sobą gangi, szogunów i panów włości, którzy ciągle walczą ze sobą o strefy wpływów, jak i kilka Zakonów specjalizujących się w bardzo osobliwych funkcjach, które nie koniecznie współpracują za sobą, i już wiesz, że nie może być dobrze. Takeshi, wrzucony w sam środek wiru wydarzeń ma odegrać w nich rolę kluczową, ale nic nie jest do końca przesądzone. Nawet dla starego, mądrego smoka-wróżbiarza przyszłość jest mglista.

Świat przedstawiony przez autorkę wypełniony jest miksem złożonym z mitologii i tradycji japońskiej, stosunków feudalnych i po szczypcie wierzeń z innych kręgów kulturowych (patrz: El Chupacadabra). Jeśli chodzi o kulturę japońską to jedyne co mogę o niej powiedzieć to to, że piłam sake do sushi, ale dla takiego laika jak ja świetnie Kossakowskiej to wszystko wyszło. Dostajemy oczywiście słowniczek najważniejszych pojęć na końcu powieści, ale i bez niego bardzo łatwo rozeznać się kto kim jest i jaką role odgrywa. Najbardziej przypadła mi do gustu rola magicznych zwierząt, takich np. jak lisy czy jenoty, która jednak dla Europejczyka jest czymś zupełnie nowym. 

Ważną sprawą dla postaci zasiedlających Wakumi jest karma, której lepiej sobie nie zbrukać, bo można się odrodzić jako coś paskudnie niemiłego w przyszłym życiu. Oczywiście nie dotyczy to członków Zakonu Przerwanego Kręgu, którzy twierdzą, że przerwali odwieczny cykl reinkarnacji i sami potrafią sobie wybrać osobę, w której chcą się odrodzić. Powszechne jest również dosyć fatalistyczne podejście do spraw codziennych – spotyka nas coś złego, cóż, taki dzos i tyle.  

Czymś co naprawdę mi się spodobało są opisy walk i tortur – krew się leje strumieniami, cierpienie jest do nie wytrzymania, a blizny straszliwe. Utrzymane w klimacie Kill Billa, więc naprawdę wszystko spływa posoką. No lubię takie mięsne klimaty i już. W ogóle opisy są mocna stroną powieści – bardzo sugestywne i kolorowe. Choć mam tutaj też małe zastrzeżenie – niektóre są zbyt poetyckie na mój gust, a ciągłe powtórzenia dotyczące tych niesamowicie zielonych oczu Takeshiego czy setne podkreślanie jaką to tygrysią naturę ma dama Funoko trąci kiczem. Na całe szczęście, wartka akcja ratuje sprawę. Po za tym, wydaje mi się, że to lekkie przerysowanie jest częścią świata przedstawionego w powieści.

Ponieważ jest to pierwsza część trylogii akcja jest trochę pocięta. Poznajemy Takeshiego i jego przygody w Zimnej Wodzie, ale przetykane jest to retrospektywnymi fragmentami poświęconemu np. jego życiu w Zakonie. Dodatkowo, poznajemy władców i panów na włościach oraz szalone rodzeństwo gangsterów, których role są kluczowe w rozwoju akcji. Trochę to wszystko chaotyczne, ale jest na tyle ciekawe i wciągające, że dobrze się czyta. Oczywiście, Takeshi to główny bohater, ale to właśnie ludzkość, a nie magiczne zwierzęta, demony czy bogowie grają tutaj pierwsze skrzypce. 

„Takeshi. Cień Śmierci” kończy się tak, że nie mogę się doczekać kolejnej części (kolejny must have). Od pierwszej strony całkowicie zanurzyłam się w powieści przypominającej mi trochę jaskrawe, podświetlane  obrazki, które dalej można kupić na bazarach.Wiesz o co chodzi, taki widoczek z jadowicie zielonymi lasami plus wodospad pośrodku. Mamy tutaj trochę kiczu, wiele dumy i honoru, miłość, nienawiść, szacunek i pogardę, a przede wszystkim mocny kręgosłup moralny głównego bohatera, który każe mu robić to co słuszne, pomimo tego jak bardzo beznadziejne się może to wydawać.

Polecam wszystkim fanom dobrej, soczystej fantastyki, stylistyki godnej Quentina Tarantino oraz tym, którzy tradycyjną kulturę Japonii lubią wymieszać z Kawaii.

Pozdrawiam,
Kura Mania.

A, byłabym zapomniała, książka jest pięknie wydana. „Mechata” okładka, ciekawy rozkład strony (sama nie wiem jak to nazwać), małe grafiki dzielące rozdziały i czerwona jak koraliki krwi lub kimono Mariko wstążeczka występująca w roli zakładki. 

M.


Książka przeczytana w ramach wyzwania GRA W KOLORY, jak i KLUCZNIKA 2015 (spod choinki, niewspółcześnie).