Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tag. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tag. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 września 2015

#BackToHogwarts, czyli czy Harry Potter przetrwał próbę czasu?



twiiter.com


W ostatnich dniach zostałam zalana mnóstwem zdjęć na instagramie z hashtagiem „BackToHogwarts”. Wiecie, szkoła, nawet ta magiczna, zazwyczaj zaczyna się na jesieni w większości krajów. Co oznacza #BackToHogwarts? No jak to co! Ponowne czytanie przygód Harry’ego Pottera, chwalenie się przeróżnymi gadżetami związanymi z serią o młodym czarodzieju i  wspomnienia dotyczące tych niezwykłych powieści.

Mimo, że zarówno wspomniany Instagram jak i Facebook i połowa Internetów zalana była potteromanią to ja stwierdziłam, że bardzo szkoda, ale czasu nie mam nawet sekundy i listę książek do jesiennego TBR mam długą jak włosy Roszpunki przed ścięciem. No, ale ale… W charity shopie przy dyskusji z małą Mimi o wątpliwej według mnie konieczności zakupu kolejnej książeczki o pociągach wzrok mój padł na pierwszy tom przygód Harry’ego. No i cóż, nie czytałam ich nigdy w oryginale, no i wrzesień i szkoła i w ogóle. Nawet się nie obejrzałam jak już szłam z ‘Harry Potter and the Philosopher’s Stone’ w ręku (a mała Mimi szczęśliwa dzierżyła w łapce kolejną książkę o lokomotywach). 

Wieczorem otworzyłam książkę, aby przeczytać jedynie kilka zdań i… wsiąkłam totalnie! Pomimo tego, że pierwszy tom przeczytałam siedem czy osiem razy i zdawało mi się, że świetnie go pamiętam to jednak okazało się, że te ładnych parę lat (z dziesięć, jak nie więcej), które dzieliły mnie od ostatniego czytania zatarły mi w pamięci jak wspaniała to książka jest. 



Nie będę tu opisywać fabuły, bo każdy zna, a jak ktoś jednak nie to niech się lepiej nie przyznaje. Mimo pewnych niedoskonałości, które teraz zauważyłam i nad którymi cicho sza! to jest to zgrabnie napisana opowieść. Pełna akcji, wartko płynąca z fascynująco opisanym światem przedstawionym.
Jak dobrze czuję się w świecie Harry’ego nie da się opisać! To powrót do ciepłego domu w lodowato zimny dzień, to odwiedziny u dawno nie widzianych dobrych przyjaciół, to mruczenie kota, który cieszy się na mój widok. Cud, miód i orzeszki.

Chciałabym jednak napisać o czymś innym. Nie wiem, czy przy pierwszych czytaniach nie zauważyłam tego, czy może o tym zapomniałam, ale zadziwiły mnie niektóre postaci. Tak jak Ron Weasley, którego zapamiętałam jako takiego gapowatego, mało interesującego przyjaciela Harry’ego, a który okazał się odważnym i lojalnym przyjacielem oraz postacią ze swoimi własnymi problemami (jak np. kompleks niższości spowodowany swoim miejscem w rodzinie).
Kiedyś odczytywałam tę serię jako historię brawurowych przygód Harry’ego, teraz jednak jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o przyjaźni. Takiej nieoczywistej, jak między chłopcami a zadzierającą nosa Hermioną. Takiej, która zawiązana na początku szkoły nie pyta o nic, nic nie obiecuje, ale jest na przekór wszystkim i wszystkiemu. Nie potrzebuje zbędnych słów, bo po prostu jest i już. Świetna sprawa taka przyjaźń.
No i to podejście nauczycieli Hogwartu do wychowania i nauczania młodych czarodziejów! Nie ma to tamto, żadnego pieszczenia się, sporo wolności i niezależności pomimo czasem surowych zasad. 

Kiedy wyszła w Polsce pierwsza część miałam chyba trzynaście lat. Z wypiekami na twarzy połknęłam. Na kolejne czekałam z niecierpliwością. Dobrze, że w sumie nie musieliśmy, aż tak długo czekać, bo tłumaczowi zajmowało chyba jedynie kilka miesięcy przetłumaczenie kolejnej części i w miarę szybko była wydawana. Uwielbiałam nawet tłumaczenia terminów użytych w książce, które znajdowały się na jej końcu. Nawet raz mi się zdarzyło czekać o północy w kolejce pod Empikiem z mamą i rodzeństwem ciotecznym, bo kuzynka bardzo chciała kupić książkę jako jedna z pierwszych. Harmageddon! Jak w Lidlu jak rzucą tanie crocsy. Tylko dwa razy zdarzyło mi się czekać za książką w kolejce przed otwarciem sklepu (jak myślisz, kiedy był drugi raz? Od razu mówię, że nie był to Harry Potter!).

Teraz książkę połknęłam na dwa posiedzenia i chętnie przeczytałabym kolejne części, ale teraz to już naprawdę czasu nie mam. No i ciekawa jestem jak odbiorę kolejne części, bo "Kamień filozoficzny" jest taki troszkę niedopracowany i lekko dziecinny. Z drugiej jednak strony, seria niejako dojrzewa razem z czytelnikiem.

Dyskretnie dałam znać Konkubentowi co bym chciała pod choinkę tudzież na urodziny (czyt. widzisz te figurki ustawione na książkach o Harrym Potterze? Tak, te. Po 12.99. To Funko. Takie chcę jak nie będziesz wiedział co mi kupić. Fun-ko.), bo i mnie dopadła potteromania. Lub może re-potteromania, drugi nawrót choroby.

No i wreszcie, czy książka się zestarzała?
A jak myślisz?

Pozdrawiam,
Kura Mania.