![]() | |
| twiiter.com |
W ostatnich dniach zostałam zalana mnóstwem zdjęć na
instagramie z hashtagiem „BackToHogwarts”. Wiecie, szkoła, nawet ta magiczna,
zazwyczaj zaczyna się na jesieni w większości krajów. Co oznacza
#BackToHogwarts? No jak to co! Ponowne czytanie przygód Harry’ego Pottera,
chwalenie się przeróżnymi gadżetami związanymi z serią o młodym czarodzieju
i wspomnienia dotyczące tych niezwykłych
powieści.
Mimo, że zarówno wspomniany Instagram jak i Facebook i
połowa Internetów zalana była potteromanią to ja stwierdziłam, że bardzo
szkoda, ale czasu nie mam nawet sekundy i listę książek do jesiennego TBR mam
długą jak włosy Roszpunki przed ścięciem. No, ale ale… W charity shopie przy
dyskusji z małą Mimi o wątpliwej według mnie konieczności zakupu kolejnej
książeczki o pociągach wzrok mój padł na pierwszy tom przygód Harry’ego. No i
cóż, nie czytałam ich nigdy w oryginale, no i wrzesień i szkoła i w ogóle. Nawet
się nie obejrzałam jak już szłam z ‘Harry Potter and the Philosopher’s Stone’ w
ręku (a mała Mimi szczęśliwa dzierżyła w łapce kolejną książkę o lokomotywach).
Wieczorem otworzyłam książkę, aby przeczytać jedynie kilka
zdań i… wsiąkłam totalnie! Pomimo tego, że pierwszy tom przeczytałam siedem czy
osiem razy i zdawało mi się, że świetnie go pamiętam to jednak okazało się, że
te ładnych parę lat (z dziesięć, jak nie więcej), które dzieliły mnie od
ostatniego czytania zatarły mi w pamięci jak wspaniała to książka jest.
Nie będę tu opisywać fabuły, bo każdy zna, a jak ktoś jednak
nie to niech się lepiej nie przyznaje. Mimo pewnych niedoskonałości, które
teraz zauważyłam i nad którymi cicho sza! to jest to zgrabnie napisana
opowieść. Pełna akcji, wartko płynąca z fascynująco opisanym światem
przedstawionym.
Jak dobrze czuję się w świecie Harry’ego nie da się opisać!
To powrót do ciepłego domu w lodowato zimny dzień, to odwiedziny u dawno nie
widzianych dobrych przyjaciół, to mruczenie kota, który cieszy się na mój
widok. Cud, miód i orzeszki.
Chciałabym jednak napisać o czymś innym. Nie wiem, czy przy
pierwszych czytaniach nie zauważyłam tego, czy może o tym zapomniałam, ale
zadziwiły mnie niektóre postaci. Tak jak Ron Weasley, którego zapamiętałam jako
takiego gapowatego, mało interesującego przyjaciela Harry’ego, a który okazał
się odważnym i lojalnym przyjacielem oraz postacią ze swoimi własnymi
problemami (jak np. kompleks niższości spowodowany swoim miejscem w rodzinie).
Kiedyś odczytywałam tę serię jako historię brawurowych
przygód Harry’ego, teraz jednak jest dla mnie przede wszystkim opowieścią o
przyjaźni. Takiej nieoczywistej, jak między chłopcami a zadzierającą nosa
Hermioną. Takiej, która zawiązana na początku szkoły nie pyta o nic, nic nie
obiecuje, ale jest na przekór wszystkim i wszystkiemu. Nie potrzebuje zbędnych
słów, bo po prostu jest i już. Świetna sprawa taka przyjaźń.
No i to podejście nauczycieli Hogwartu do wychowania i
nauczania młodych czarodziejów! Nie ma to tamto, żadnego pieszczenia się, sporo
wolności i niezależności pomimo czasem surowych zasad.
Kiedy wyszła w Polsce pierwsza część miałam chyba trzynaście
lat. Z wypiekami na twarzy połknęłam. Na kolejne czekałam z niecierpliwością.
Dobrze, że w sumie nie musieliśmy, aż tak długo czekać, bo tłumaczowi zajmowało
chyba jedynie kilka miesięcy przetłumaczenie kolejnej części i w miarę szybko
była wydawana. Uwielbiałam nawet tłumaczenia terminów użytych w książce, które
znajdowały się na jej końcu. Nawet raz mi się zdarzyło czekać o północy w
kolejce pod Empikiem z mamą i rodzeństwem ciotecznym, bo kuzynka bardzo chciała
kupić książkę jako jedna z pierwszych. Harmageddon! Jak w Lidlu jak rzucą tanie
crocsy. Tylko dwa razy zdarzyło mi się czekać za książką w kolejce przed
otwarciem sklepu (jak myślisz, kiedy był drugi raz? Od razu mówię, że nie był
to Harry Potter!).
Teraz książkę połknęłam na dwa posiedzenia i chętnie
przeczytałabym kolejne części, ale teraz to już naprawdę czasu nie mam. No i ciekawa jestem jak odbiorę kolejne części, bo "Kamień filozoficzny" jest taki troszkę niedopracowany i lekko dziecinny. Z drugiej jednak strony, seria niejako dojrzewa razem z czytelnikiem.
Dyskretnie dałam znać Konkubentowi co bym chciała pod choinkę
tudzież na urodziny (czyt. widzisz te figurki ustawione na książkach o Harrym
Potterze? Tak, te. Po 12.99. To Funko. Takie chcę jak nie będziesz wiedział co
mi kupić. Fun-ko.), bo i mnie dopadła potteromania. Lub może re-potteromania,
drugi nawrót choroby.
No i wreszcie, czy książka się zestarzała?
A jak myślisz?
Pozdrawiam,
Kura Mania.
